Jednym z najczęstszych niedogodności z jakimi borykają się właściciele nie nowych aut to problem z "odpaleniem" auta, szczególnie zimą, gdy temperatury spadają poniżej zera. W niskich temperaturach drastycznie spada sprawność akumulatorów, a alternatory często nie są w stanie sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu samochodu na energię elektryczną. Każde dodatkowe urządzanie lub proces jak podgrzewanie szyby czy włączone światła, dodatkowo wpływają na znaczące zwiększenie zużycia prądu. Oczywiście prąd w akumulatorze może wyczerpać się też z innego powodu, wystarczy na przykład niechcący zostawić włączone światła na noc lub zapomnieć wyłączyć radio i rano na właściciela czeka przykra niespodzianka. Prędzej czy później taka sytuacja spotka każdego kierowcę, dlatego warto przypomnieć sobie co wtedy zrobić...
Stara szkoła, która często jeszcze możemy podziwiać na wielu polskich filmach sprzed lat, uczyła że auto wystarczy popchnąć, wrzucić bieg i samo dalej jakoś odpali. Niestety wraz z rozwojem motoryzacji, producenci zaczęli stanowczo odradzaj tej metody ponieważ, wiąże się ona z dużym ryzykiem wystąpienia szkód, które mogą okazać się bardzo kosztowne. Warto też wspomnieć, że odpalanie na pych dotyczy tylko samochodów z manualną skrzynią biegów.
Zatem co zrobić by auto ruszyło? Rozkręcanie akumulatora i jego wymiana może być kłopotliwa oraz mało kto posiada przy sobie akumulator zapasowy. Jeżeli mamy dużo czasu, wtyczkę z prądem w okolicy to możemy skorzystać z urządzania, zwanego prostownikiem. Dzięki niemu można "doładować" akumulatory dodatkową mocą, lecz niestety proces ten jest czasochłonny.

Pozostaje metoda na zwana inaczej odpalaniem na kable. Jest to najbezpieczniejsza i najszybsza metoda, ponieważ nie wiąże się z nią żadne większe ryzyko dokonania uszkodzeń mechanicznych auta, a po poprawnym podłączeniu kabli, auto z rozładowanym akumulatorem odpala "na dotyk". To właśnie dlatego jest też najczęściej stosowana przez kierowców. Lecz do jej zastosowania potrzeba dwóch rzeczy: dobrych przewodów rozruchowych oraz auta "dawcy".
Jakie wybrać przewody? Przewody rozruchowe to coś, czego nie powinno zabraknąć w żadnym bagażniku. Do rozruchu małolitrażowego benzyniaka można użyć nawet tanich kabli z hipermarketu. Do uruchomienia diesla potrzebne będą jednak solidniejsze przewody. Parametry podawane na ich opakowaniach nie mają znaczenia - najlepiej wybrać takie, które zrobiono z możliwie grubego kabla miedzianego (liczy się grubość rdzenia, nie izolacji!), z solidnymi "krokodylkami". Im dłuższe kable, tym ważniejsza jest ich grubość!
W wielu instrukcjach awaryjnego uruchamiania aut znajduje się zalecenie, żeby w momencie podłączania przewodów silnik w samochodzie "dawcy" był wyłączony. Jest to rzeczywiście bezpieczniejsze dla jego instalacji elektrycznej, ale w niektórych sytuacjach grozi tym, że oba pojazdy zostaną unieruchomione. Jeżeli w aucie "biorcy" brakuje prądu np. z powodu zwarcia płyt akumulatora, to podłączona do niego całkiem sprawna bateria może rozładować się, zanim kierowca zdąży uruchomić silnik. Częstym błędem jest też łączenie przewodów bezpośrednio do akumulatora "biorcy". W czasie szybkiego ładowania bateria ta intensywnie "gazuje". Ulatniający się z niej wodór w połączeniu z powietrzem tworzy mieszaninę wybuchową. Wystarczy iskra, żeby wywołać eksplozję - a o to przy łączeniu przewodów naprawdę nietrudno. Takie przypadki nie zdarzają się często, jednak ryzyko jest znaczne!
Jak połączyć ze sobą akumulatory? Gdy już oba auta, znajdą się odpowiednio blisko siebie - na tyle by długość kabli pozwoliła na swobodne ich złączenie, trzeba upewnić się czy oba akumulatory mają takie same napięcie. Standardem w Polsce jest napicie 12 V, jednakże jeżeli podłączone zostałby akumulatory o różnych napięciach, groziłoby to uszkodzeniem całej instalacji elektrycznej w samochodzie. Warto też sprawdzić czy akumulator, który chce się odratować nie jest zamarznięty, jeżeli istnieje możliwość, dobrze jest go wcześniej trochę ogrzać. Konieczne jest też dokładne sprawdzenie czy obydwa pojazdy nie stykają się ze sobą bezpośrednio (przy podłączeniu biegunów istniej ryzyko zwarcia).
Włączamy zatem silnik samochodu dostarczającego prąd - powinien on pracować na średnich obrotach. Kolejnym krokiem będzie przygotowanie kabli. Zacznijmy od połączenia czerwonego kabla, łączymy zatem biegun dodatni (+) akumulatora z rozładowanego z biegunem dodatnim (+) akumulatora dawcy. Podobnie robimy z drugim kablem, lecz tym razem łączymy ze sobą bieguny ujemne (-). Ważne by uważać i sprawdzić czy przewody ze sobą się nie stykają, ponieważ może to doprowadzić do zwarcia. Gdy kable zostaną podłączone wystarczy już tylko uruchomić silnik (w zwykły sposób), a gdy zacznie on samodzielnie pracować, kable należy odłączyć w odwrotnej kolejności, w jakiej zostały podłączone.

Na koniec ważna uwaga! Gdy auto z wyczerpanym akumulatorem uda się uruchomić, nie należy go zbyt szybko włączać. Warto się przejechać nim trochę na średnio-wysokich obrotach, by rozładowany akumulator mógł się podładować. Im wyższe obroty i im auto będzie w ruchu, tym więcej uda się naładować. Jeżeli wiemy że akumulator padł, warto pamiętać o tym by jak najszybciej go naładować, ponieważ rozładowany do zera traci na swojej trwałości oraz parametrach roboczych.